wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział I

W Lesie Rhaac`var rozbrzmiał tętent kopyt. W mgnieniu oka trzy konie wraz ze swymi elfimi jeźdźcami przemknęły wesołym galopem przez bród.
-Zatrzymajmy się!- Dało się słyszeć przez ułamek sekundy męski, melodyjny głos.
-Czy coś się stało, Neylianie?- Limannel ściągnęła wodze. Karo-srokata klacz zatrzymała się gwałtownie.
-Ależ nic. Stwierdziłem tylko, że miło byłoby odpocząć chwilę i napoić konie.
Już po chwili Ilmiril, Neylian oraz Limannel śmiejąc się prowadzili zwierzęta w stronę potoku. Pogładzili rumaki po szyjach i ściągnęli z nich ogłowia. Siodeł nie mieli.
Cała trójka usiadła pod wiekowym, rozłożystym dębem.
-Piękny dzień. -Westchnął z zachwytem książę.
-Racja. -Jego kruczowłosa siostra przymknęła oczy rozkoszując się ciepłem.
-Tak. -Limannel wyprostowała się nagle. -Słyszeliście?
-Co? Ja niczego nie słyszałam, siostro.
-Konie!- Księżniczka podniosła się z ziemi. Zwierzęta stały blisko siebie niecierpliwie przebierając nogami. Jasnowłosa elfka podbiegła do nich.
-Nie! Limannel, odsuń się!- Neylian pognał za siostrą naciągając strzałę na cięciwę łuku. Nim zauważył, najstarsza z rodzeństwa już przy nim była. Wszyscy troje objęli się przerażeni.
Nagle zaszeleściły krzaki po przeciwnej stronie rzeczki. Rozgarniając gałęzie wyszła z niej śmiertelnie blada, czarnooka, wysoka postać. Elfy pisnęły cicho.
-Fouulen`dir grridan, fouulen`dir. -Powietrze rozdarł okropny, skrzeczący głos. -Honna del er.
Istota jednym susem przeskoczyła strumień. Coraz szybciej zmierzała w stronę elfów. W jej dłoni błysnął nóż.

W jednym krótkim momencie ciszę przerwał świst. Białe stworzenie spojrzało na nich przenikliwie. Z jego piersi wystawała strzała. Kolejny świst. Kolejna strzała z ręki księcia. Z ust obcego wylało się trochę krwi, po czym przewróćił się na ziemię, aby już nigdy nie wstać.
Nastała długa, grobowa cisza.
-Co to było?- Limannel szepnęła cicho.
-Nie mam pojęcia. -Głos księcia był nieco zachrypnięty i jakby ściśnięty. - Już nie żyje.
-Ruszajmy. -Drżącym głosem odrzekła Ilmiril.
Powoli podeszli do koni, uspokajając je przy tym. Potem już szybciej założyli im ogłowia i ruszyli cwałem przez las.

4 komentarze:

  1. zapowiada się genialnie, chociaż to tylko początek :)
    widać, że lubisz pisać ;>
    ciekawy blog c;

    http://justwonderful-q.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie piszesz, rób to dalej.
    Wejdz, obejrzyj, skomentuj bloga o MODZIE i URODZIE
    http://perfectlyfashionable.crazylife.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ślicznie :) Z pewnością będę czytać dalsze rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń