***
W królestwie Airellion miało urodzić się trzecie dziecko. Wszyscy poddani bardzo cieszyli się z przyjścia na świat kolejnego potomka rodziny królewskiej. Już nie raz widzieli dwie małe, delikatne księżniczki wesoło przechadzające się po mieście wraz z ich piastunką. Mimo szczęścia, które ogarniało wszystkich na myśl o córkach króla, obywatele obawiali się o przyszłość ich królestwa. Zastanawiali się czy dwie młode kobiety sprostają obowiązkom, które spadną na ich ramiona wraz z otrzymaniem władzy. Tym razem poddani czekali na narodzenie potomka płci męskiej, który objąłby rządy po ojcu. Do chwili porodu nic nie było wiadome.
W tym samym czasie na Zamku Airellion króla męczyły te same pytania, co jego poddanych. Zastanawiał się czy dziecko, które mu się urodzi nauczy władania mieczem czy sztuki dyplomacji. Miliony myśli kłębiły się w głowie króla, gdy nagle z pokoju wyszła służąca z dzieckiem w niebieskim beciku. Eoghann odetchnął z ulgą wziął syna na ręce i wyszedł na balkon, by pokazać nowo narodzone dziecko dworzanom. Tłum z zachwytem klaskał i krzyczał. Wszyscy bez wyjątków wiwatowali na cześć pierwszego syna króla i królowej. Po kilku minutach audiencji Eoghann udał się do pokoju, w którym leżała jego wycieńczona porodem żona. Usiadł na skraju łóżka i pogładził ukochaną po twarzy. Położył syna w jej ramionach i kiedy miał coś powiedzieć przez drzwi wbiegły Ilmiril i Limannel.
Młodsza córka miała delikatną twarz z dziecięcymi jeszcze rumieńcami. Cała jej postać ginęła w płowych, długich włosach sięgających aż do pleców. Gdy się z nią rozmawiało, miało się wrażenie, że zamiast oczu dziewczynka ma dwa najprawdziwsze klejnoty. Każdego ujęłaby jej uroda. Jej siostra była natomiast całkowitym przeciwieństwem. Jej bladą twarz okalały włosy długie i czarne jak heban. Oczy z pewnością odziedziczyła po matce, bo za każdym razem gdy król na nią patrzył miał przed oczami swoją ukochaną Aris. Nic więc dziwnego, że każdy kochał te dwie małe dziewczynki.
-Ojej, jaki on jest mały! -krzyknęła Limannel- Chodź bliżej Ilmiril, spójrz tylko.
-Jakie nadacie mu imię? -zapytała najstarsza córka. Mimo jej młodego wieku wielu z dyplomatów mogłoby pozazdrościć jej umiejętności mowy.
Królowa Aris spojrzała na męża pytającym wzrokiem.
-Neylian. -odparł król.
-To piękne imię. Ogłoś poddanym by świętowali i radowali się razem z nami. -powiedziała królowa.
Eoghann wyszedł z pokoju, a Aris zawołała córeczki do siebie, by z bliska przywitały się z bratem.
-Zobacz mamo! -krzyknęła Limannel- On się chyba uśmiechnął, popatrz tylko.
To prawda, na książęcej twarzy już od dnia narodził gościł uśmiech...
Ślicznie. :3
OdpowiedzUsuńSzczerze? Zaciekawiłaś mnie :)
OdpowiedzUsuń