Dzisiejsza noc w Królestwie była wyjątkowo niespokojna. Być może było to spowodowane pełnią księżyca. Wszyscy wiedzą, że w czasie tej fazy dzieją się najróżniejsze rzeczy. Od dziwnych zachowań do nadnaturalnych zjawisk. Tak było i tym razem.
W zamku nikt nie słyszał cichych kroków księcia przemierzającego długie korytarze. Echo jego kroków niosło się z komnaty do komnaty. Nikt nie widział jak opuszcza mury zamku.
W tym samym czasie Ilmiril przewracała się z boku na bok w swojej sypialni. W końcu się przebudziła, nałożyła robdeszan i najciszej jak umiała udała się kręconymi, kamiennymi schodami w dół. Krocząc ze świecą w ręce szła przed siebie, a jej celem była Biblioteka Cluym. Znajdowała się w centrum zamku na najniższym piętrze. Było to jej ulubione miejsce. Pełne starych ksiąg, które kryły w sobie wiele tajemnic sprzed setek lat. Najstarsza córka kochała to co się w niej znajdowało - stare zaklęcia, dzienniki władców Airellionu, książki ukazujące historie Królestwa. Tym razem szukała czegoś innego. Poszukiwała Księgi Laury, o której słyszała bardzo dużo, jednak nigdy jej nie widziała. Zawsze myślała, że nie szukała zbyt dokładnie lub nie była na tyle potrzebna, by musiała znaleźć ją jak najszybciej. Uważała, że ta chwila nadeszła teraz. Myślała o niej od kiedy wróciła do sypialni po spotkaniu z trupio-bladą kreaturą.
Ilmiril zagłębiła się w regały zapełnione wiedzą. Wierzyła w to, że znajdzie tę księgę, a wraz z nią rozwiązanie zagadki. Szukała kilka godzin, w czasie których znalazła również kilka książek, które zawsze miała ochotę przeczytać. Była w połowie regału, gdy nagle zauważyła. Jest. Gruba księga w skórzanej, przetartej okładce. Ilmiril ostrożnie wyciągnęła ją z półki i zeszła z dębowej drabiny na kółkach. Usiadła delikatnie i powoli na czerwonej leżance. Otworzyła i zagłębiła się w archaiczny język elfów.
-Ilmiril. Wszytko dobrze siostro? Przepraszam, że cię obudziłam. Nie było cię w komnacie.
Przecierając zmęczone oczy Ilmiril spostrzegła kucającą obok niej Limannel.
- Wiedziałam, że tu cię znajdę. Też nie umiałam spać dzisiejszej nocy.-kontynuowała Limannel- Czy? Czy to jest Księga Laury? Ty.. ją znalazłaś?
- Tak. Wydaje mi się, że to ona. Szukałam jej całą noc. Nawet przejrzałam, ale chyba w trakcie studiowania zasnęłam.
- Naprawdę? To znakomicie. Musimy pokazać to Neylianowi. Pójdziemy razem go obudzić?
- Ależ oczywiście. Chodźmy.
Limannel uśmiechnęła się i razem wyszły z biblioteki.
Dwie siostry kroczyły po schodach wprost na górne piętro. Szły ramię w ramię rozmawiając i chichocząc. W końcu doszły do sypialni brata. Limannel zapukała do drzwi. Otworzyły się bez użycia siły. Weszły nieśmiało do pokoju.
-Neylian? -zawołała Ilmiril.
-Bracie? Jesteś tu? -wtórowała siostra- Sprawdźmy w łazience.
Podeszły niepewnym krokiem do drzwi łazienki. Ponownie zapukały. Weszły, ale ich brata również tam nie było.
-Gdzie on może być? Nigdy nie rusza się z komnaty przed śniadaniem. -mówiła przestraszona Limannel.
-Poszukajmy go, na pewno się znajdzie. Nie martw się.
Siostry rozdzieliły się i zaczęły szukać Neyliana w zamku jak i na jego zewnątrz. Przeszukały królewską kuchnie i ogrody. Pytały się ludzi czy może go nie widzieli, jednak odpowiedź zawsze brzmiała "Nie księżniczko".
- Zostało jedno miejsce gdzie nie szukałyśmy. -powiedziała w końcu Ilmiril.
- Masz na myśli stajnię?
- Tak, stajnie.
Siostry bez wahania biegiem udały się do Daylora. Jego też nie było nigdzie widać, więc same musiały wejść do stajni.
Wolno i po cichu otworzyły drzwi. Interien przywitała swoją właścicielkę, a kruczoczarna siostra pobiegła do boksu konia należącego do jej brata. Limannel poszła w jej kierunku, ale druga już wracała z przerażeniem w oczach.
- Nie ma jego konia.