piątek, 22 lutego 2013

Rozdział III

Dzisiejsza noc w Królestwie była wyjątkowo niespokojna. Być może było to spowodowane pełnią księżyca. Wszyscy wiedzą, że w czasie tej fazy dzieją się najróżniejsze rzeczy. Od dziwnych zachowań do nadnaturalnych zjawisk. Tak było i tym razem.
W zamku nikt nie słyszał cichych kroków księcia przemierzającego długie korytarze. Echo jego kroków niosło się z komnaty do komnaty. Nikt nie widział jak opuszcza mury zamku.
W tym samym czasie Ilmiril przewracała się z boku na bok w swojej sypialni. W końcu się przebudziła, nałożyła robdeszan i najciszej jak umiała udała się kręconymi, kamiennymi schodami w dół. Krocząc ze świecą w ręce szła przed siebie, a jej celem była Biblioteka Cluym. Znajdowała się w centrum zamku na najniższym piętrze. Było to jej ulubione miejsce. Pełne starych ksiąg, które kryły w sobie wiele tajemnic sprzed setek lat. Najstarsza córka kochała to co się w niej znajdowało - stare zaklęcia, dzienniki władców Airellionu, książki ukazujące historie Królestwa. Tym razem szukała czegoś innego. Poszukiwała Księgi Laury, o której słyszała bardzo dużo, jednak nigdy jej nie widziała. Zawsze myślała, że nie szukała zbyt dokładnie lub nie była na tyle potrzebna, by musiała znaleźć ją jak najszybciej. Uważała, że ta chwila nadeszła teraz. Myślała o niej od kiedy wróciła do sypialni po spotkaniu z trupio-bladą  kreaturą.
Ilmiril zagłębiła się w regały zapełnione wiedzą. Wierzyła w to, że znajdzie tę księgę, a wraz z nią rozwiązanie zagadki. Szukała kilka godzin, w czasie których znalazła również kilka książek, które zawsze miała ochotę przeczytać. Była w połowie regału, gdy nagle zauważyła. Jest. Gruba księga w skórzanej, przetartej okładce.  Ilmiril ostrożnie wyciągnęła ją z półki i zeszła z dębowej drabiny na kółkach. Usiadła delikatnie i powoli na czerwonej leżance. Otworzyła i zagłębiła się w archaiczny język elfów.
-Ilmiril. Wszytko dobrze siostro? Przepraszam, że cię obudziłam. Nie było cię w komnacie.
Przecierając zmęczone oczy Ilmiril spostrzegła kucającą obok niej Limannel.
- Wiedziałam, że tu cię znajdę. Też nie umiałam spać dzisiejszej nocy.-kontynuowała Limannel- Czy? Czy to jest Księga Laury? Ty.. ją znalazłaś?
- Tak. Wydaje mi się, że to ona. Szukałam jej całą noc. Nawet przejrzałam, ale chyba w trakcie studiowania zasnęłam.
- Naprawdę? To znakomicie. Musimy pokazać to Neylianowi. Pójdziemy razem go obudzić?
- Ależ oczywiście. Chodźmy.
Limannel uśmiechnęła się i razem wyszły z biblioteki.
Dwie siostry kroczyły po schodach wprost na górne piętro. Szły ramię w ramię rozmawiając i chichocząc. W końcu doszły do sypialni brata. Limannel zapukała do drzwi. Otworzyły się bez użycia siły. Weszły nieśmiało do pokoju.
-Neylian? -zawołała Ilmiril.
-Bracie? Jesteś tu? -wtórowała siostra- Sprawdźmy w łazience.
Podeszły niepewnym krokiem do drzwi łazienki. Ponownie zapukały. Weszły, ale ich brata również tam nie było.
-Gdzie on może być? Nigdy nie rusza się z komnaty przed śniadaniem. -mówiła przestraszona Limannel.
-Poszukajmy go, na pewno się znajdzie. Nie martw się.
Siostry rozdzieliły się i zaczęły szukać Neyliana w zamku jak i na jego zewnątrz. Przeszukały królewską kuchnie i ogrody. Pytały się ludzi czy może go nie widzieli, jednak odpowiedź zawsze brzmiała "Nie księżniczko".
- Zostało jedno miejsce gdzie nie szukałyśmy. -powiedziała w końcu Ilmiril.
- Masz na myśli stajnię?
- Tak, stajnie.
Siostry bez wahania biegiem udały się do Daylora. Jego też nie było nigdzie widać, więc same musiały wejść do stajni.
Wolno i po cichu otworzyły drzwi. Interien przywitała swoją właścicielkę, a kruczoczarna siostra pobiegła do boksu konia należącego do jej brata. Limannel poszła w jej kierunku, ale druga już wracała z przerażeniem w oczach.
- Nie ma jego konia.

środa, 20 lutego 2013

Rozdział II

Gdy dotarli z powrotem do zamku, cała trójka usiadła na ławce w królewskich ogrodach. Konie już dawno odpoczywały u Dalyora.
-Jak myślicie, czym było to co widzieliśmy? -zaczęła temat Limannel- Wyglądało tak.. Tak..
-Jak my? -dokończył Neylian.
-Tak, rzeczywiście. Tylko te czarne oczy i blada cera. Zaniepokoiłam się.
-Wydaje mi się, że widziałam coś podobnego w jednej z książek w naszej bibliotece. -oznajmiła najstarsza siostra- Jeżeli chcecie to postaram się ją odnaleźć jutro z samego rana.
-Spróbuj jeżeli tylko ci się uda. Myślę, że powinienem jutro wrócić do miejsca gdzie widzielismy to "coś".
-Na pewno nie samotnie! -krzyknęła Limannel- Nie puścimy cię samego, kiedy nie mamy pewności, że będziesz bezpieczny.
Wśród rodzeństwa nastała długa, niezręczna cisza. Dało się słyszeć jedynie śpiew pojedynczych ptaków siedzących na gałęziach.
-Jak myślicie kochani. Czy o całym zajściu powinniśmy powiedzieć Ojcu i Matce? -przerwała Ilmiril.
-Myślę, że to niedobry pomysł. Może w późniejszym czasie, kiedy dowiemy się co to było i skąd się tam wzięło.
-Uważam, że to dobry pomysł. Przynajmniej na tą chwilę. -odparła Limannel.
-Więc zróbmy tak. Jutro z samego rana udam się do biblioteki i spróbuję odszukać tego co jest nam potrzebne. Na ten czas muszę się z wami pożegnać. Jeśli będziecie mnie szukać znajdziecie mnie w mojej sypialni.
Ilmiril wstała i wolnym krokiem udała się w stronę Zamku Airellion.
-Proszę Cię -rzekła blondwłosa po odejściu siostry- Obiecaj mi, że nie wybierzesz się tam. Proszę.. To jest bardzo niebezpieczne.
-Ohh.. Dobrze. Obiecuję.
-Dziękuję bracie. I ja cię pożegnam. Zobaczymy się jutro przy śniadaniu.
Limannel ucałowała młodszego brata w czoło i odeszła w stronę, gdzie wcześniej udała się jej siostra. Nie wiedziała jeszcze, że w głowie księcia kształtowały się plany związane z przedziwną postacią

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział I

W Lesie Rhaac`var rozbrzmiał tętent kopyt. W mgnieniu oka trzy konie wraz ze swymi elfimi jeźdźcami przemknęły wesołym galopem przez bród.
-Zatrzymajmy się!- Dało się słyszeć przez ułamek sekundy męski, melodyjny głos.
-Czy coś się stało, Neylianie?- Limannel ściągnęła wodze. Karo-srokata klacz zatrzymała się gwałtownie.
-Ależ nic. Stwierdziłem tylko, że miło byłoby odpocząć chwilę i napoić konie.
Już po chwili Ilmiril, Neylian oraz Limannel śmiejąc się prowadzili zwierzęta w stronę potoku. Pogładzili rumaki po szyjach i ściągnęli z nich ogłowia. Siodeł nie mieli.
Cała trójka usiadła pod wiekowym, rozłożystym dębem.
-Piękny dzień. -Westchnął z zachwytem książę.
-Racja. -Jego kruczowłosa siostra przymknęła oczy rozkoszując się ciepłem.
-Tak. -Limannel wyprostowała się nagle. -Słyszeliście?
-Co? Ja niczego nie słyszałam, siostro.
-Konie!- Księżniczka podniosła się z ziemi. Zwierzęta stały blisko siebie niecierpliwie przebierając nogami. Jasnowłosa elfka podbiegła do nich.
-Nie! Limannel, odsuń się!- Neylian pognał za siostrą naciągając strzałę na cięciwę łuku. Nim zauważył, najstarsza z rodzeństwa już przy nim była. Wszyscy troje objęli się przerażeni.
Nagle zaszeleściły krzaki po przeciwnej stronie rzeczki. Rozgarniając gałęzie wyszła z niej śmiertelnie blada, czarnooka, wysoka postać. Elfy pisnęły cicho.
-Fouulen`dir grridan, fouulen`dir. -Powietrze rozdarł okropny, skrzeczący głos. -Honna del er.
Istota jednym susem przeskoczyła strumień. Coraz szybciej zmierzała w stronę elfów. W jej dłoni błysnął nóż.

W jednym krótkim momencie ciszę przerwał świst. Białe stworzenie spojrzało na nich przenikliwie. Z jego piersi wystawała strzała. Kolejny świst. Kolejna strzała z ręki księcia. Z ust obcego wylało się trochę krwi, po czym przewróćił się na ziemię, aby już nigdy nie wstać.
Nastała długa, grobowa cisza.
-Co to było?- Limannel szepnęła cicho.
-Nie mam pojęcia. -Głos księcia był nieco zachrypnięty i jakby ściśnięty. - Już nie żyje.
-Ruszajmy. -Drżącym głosem odrzekła Ilmiril.
Powoli podeszli do koni, uspokajając je przy tym. Potem już szybciej założyli im ogłowia i ruszyli cwałem przez las.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Prolog

***
W królestwie Airellion miało urodzić się trzecie dziecko. Wszyscy poddani bardzo cieszyli się z przyjścia na świat kolejnego potomka rodziny królewskiej. Już nie raz widzieli dwie małe, delikatne księżniczki wesoło przechadzające się po mieście wraz z ich piastunką. Mimo szczęścia, które ogarniało wszystkich na myśl o córkach króla, obywatele obawiali się o przyszłość ich królestwa. Zastanawiali się czy dwie młode kobiety sprostają obowiązkom, które spadną na ich ramiona wraz z otrzymaniem władzy. Tym razem poddani czekali na narodzenie potomka płci męskiej, który objąłby rządy po ojcu. Do chwili porodu nic nie było wiadome. 

W tym samym czasie na Zamku Airellion króla męczyły te same pytania, co jego poddanych. Zastanawiał się czy dziecko, które mu się urodzi nauczy władania mieczem czy sztuki dyplomacji. Miliony myśli kłębiły się w głowie króla, gdy nagle z pokoju wyszła służąca z dzieckiem w niebieskim beciku. Eoghann odetchnął z ulgą wziął syna na ręce i wyszedł na balkon, by pokazać nowo narodzone dziecko dworzanom. Tłum z zachwytem klaskał i krzyczał. Wszyscy bez wyjątków wiwatowali na cześć pierwszego syna króla i królowej. Po kilku minutach audiencji Eoghann udał się do pokoju, w którym leżała jego wycieńczona porodem żona. Usiadł na skraju łóżka i pogładził ukochaną po twarzy. Położył syna w jej ramionach i kiedy miał coś powiedzieć przez drzwi wbiegły Ilmiril i Limannel.
Młodsza córka miała delikatną twarz z dziecięcymi jeszcze rumieńcami. Cała jej postać ginęła w płowych, długich włosach sięgających aż do pleców. Gdy się z nią rozmawiało, miało się wrażenie, że zamiast oczu dziewczynka ma dwa najprawdziwsze klejnoty. Każdego ujęłaby jej uroda. Jej siostra była natomiast całkowitym przeciwieństwem. Jej bladą twarz okalały włosy długie i czarne jak heban. Oczy z pewnością odziedziczyła po matce, bo za każdym razem gdy król na nią patrzył miał przed oczami swoją ukochaną Aris. Nic więc dziwnego, że każdy kochał te dwie małe dziewczynki.
-Ojej, jaki on jest mały! -krzyknęła Limannel- Chodź bliżej Ilmiril, spójrz tylko.
-Jakie nadacie mu imię? -zapytała najstarsza córka. Mimo jej młodego wieku wielu z dyplomatów mogłoby pozazdrościć jej umiejętności mowy.
Królowa Aris spojrzała na męża pytającym wzrokiem.
-Neylian. -odparł król.
-To piękne imię. Ogłoś poddanym by świętowali i radowali się razem z nami. -powiedziała królowa.
Eoghann wyszedł z pokoju, a Aris zawołała córeczki do siebie, by z bliska przywitały się z bratem.
-Zobacz mamo! -krzyknęła Limannel- On się chyba uśmiechnął, popatrz tylko.
To prawda, na książęcej twarzy już od dnia narodził gościł uśmiech...